Cześć, potrzebuję porady odnośnie mojego planu treningowego. Od początku: trenuję 4 razy w tygodniu ( 2 razy górne partie, tzn. brzuch, biceps, triceps, klatkę, barki i plecy razem oraz 2 razy trening biegowy). Gdy zaczynałem trenować kilka lat temu to robiłem tylko górne partie. Mój trening trwał wtedy około 2 godziny. Z czasem na kolejnych treningach dokładałem sobie po jednej serii do danego ćwiczenia, żeby czuć, że zrobiłem więcej, niż ostatnio. Obecnie mój trening góry trwa 4 godziny i to robiąc superserie. Do tej pory mi to nie przeszkadzało, bo miałem na to dużo czasu, a uczucie po treningu było niesamowite. Jednak teraz muszę połączyć pracę ze studiami i będę miał teraz mniej czasu na treningi. Myślałem o zmniejszeniu ilości serii na każdą z partii, bo jest ich teraz trochę dużo (na każdym treningu: klatka - 13 serii, biceps - 9 serii, triceps - 13 serii, barki - 9 serii, plecy - 9 serii).
Obawiam się jednak, że moje mięśnie są do tych objętości przyzwyczajone, bo poza sporadycznymi lekkimi zakwasami czuję się świetnie na codzień, nie mam żadnych bólów, itp.
Gdy zmniejszę ilość serii, będę dawał mniejszy bodziec do wzrostu, o uczuciu, że zrobiłem słabszy trening nie wspominając. Kolejna kwestia tyczy się kalorii - lubię być docięty i ten trening pozwalał mi spalić również mnóstwo kalorii. Stąd pytanie finalne: Czy gdy zmniejszę ilość serii na dane partie i mój trening skróci się chociaż, np. do 2,5 godziny i na koniec zrobię pół godzinne intensywne cardio, to spalę podobną ilość kalorii co wcześniej i dalej będę dawał mięśniom bodziec do wzrostu? Byłbym wdzięczny za porady, bo nie wiem jak to ugryźć. Z góry dodam, że nie za bardzo mogę zwiększyć intensywność serii, bo już obecnie stosuję dropsety, partiale, itp.